piątek, 4 czerwca 2010

Spacer po Gdańsku – i nietypowa plaża

Przyznać trzeba jedno – przez ostatnie dwa weekendy pogoda w Trójmieście była przepiękna.

Więc nie pozostało nam nic innego, jak skorzystać z niej i wyruszyć wpierw na spacer po Parku Oliwskim, połączonym ze zwiedzaniem katedry. Jakby na to nie patrzeć – człowiek mieszka od urodzenia w Gdańsku, a niewiele wie o zabytkach, które ogląda cały świat (bo oliwskie organy to unikat, proszę Czytelników).

W parku, jak to w parku – dzieci się śmieją, rodzice biegają za dziećmi, ptaki szukają frajerów, którzy sypnęliby im nieco okruchów (pomimo tabliczek zabraniających dokarmiania ptaków). Zwykły dzień. Plus jakaś młoda para na zwyczajowym plenerze i mały tłumek, robiący sobie zdjęcia u wodospadu.

A jednak coś wydało mi się nieco dziwne w porównaniu z moimi poprzednimi wizytami w tym miejscu. Otóż niektórzy ludzie wchodzili na trawę, siadali na niej, a nawet – o zgrozo – kładli sie na niej. Rzecz wcześniej niespotykana nie tylko w Oliwie, ale i w wielu innych miejscach w całej Polsce.

Ale miało być o spacerach.

Tydzień później znowu wybraliśmy się na spacer. Tym razem do Muzeum Archeologicznego – korzystając z dobrodziejstwa darmowych biletów mogliśmy poznać dawne dzieje naszego regionu. Tu naszła mnie refleksja – jak wielką rolę w rozwoju społeczeństw odkrywa przypadek. Bo nie można inaczej określić faktu, że z dwóch podobnie startujących kultur, w dwóch odległych od siebie miejscach, wyrosły dwie mocno różniące się cywilizacje. Pasterze reniferów, żyjący pierwotnie w tych rejonach, po stopniowym ucywilizowaniu się i poddaniu się wpływom europejskim, przekształcili się w spory i dumny naród. Z kolei mieszkańcy Południowej Ameryki, choć samodzielnie utworzyli państwo porównywane zapewne z Rzymem, dali się zmarginalizować. Ale Majowie, Aztekowie i Inkowie nie mieli jednego – koła.

Porzucając zgubne dygresje – gorąco polecam wstąpienie do Muzeum Archeologicznego. Nawet, jeśli pogoda nie dopisuje, warto się tam wybrać. Można zobaczyć ciekawy przekrój przez epoki i szkielety…

Po odwiedzeniu Muzeum udaliśmy się na króbką wycieczkę z audioguidem. To nowy (jak podejrzewam) sposób zwiedzania Gdańska – bardzo przyjemny, dobry dla dorosłych i dla dzieci. I to właśnie podczas tego zwiedzania zauważyliśmy kolejny przykład Zmiany.

Tak, dobrze widzicie. To jest kawałek trawy, po którym wolno chodzić. Ba, jest to nawet wskazane. Na ten trawnik mają zakaz wstępu wszelkie psy – aby można było przejść po nim boso…

Te dwa znaki są niewątpliwym symbolem, że – wybaczcie nieelegancki zwrot – cywilizujemy się. W znanym mi świecie trawniki są dla ludzi. Do dziś mam w pamięci bosonogiego człowieka, ćwiczącego tai – chi na skrawku zieleni przed hotelem Four Seasons w Budaeszcie. W Polsce zawsze obowiązywała magiczna tablica “Nie deptać trawników”, spod jurysdykcji której wyjęte były psy pędzące za potrzebą.

Na szczęście to się zmienia. Może za kilka lat doczekamy się też w parkach publicznych grilli, jakie podobno są w Australii? Liczę na to.

A ze spaceru wróciliśmy z nową koleżanką…w końcu zbliżał się Dzień Dziecka!

A jak jest u Was? Trawniki są dla ludzi, czy dla miasta? Macie jakieś udogodnienia? Napiszcie w komentarzach.

PS: może nie znam Polski zbyt dobrze, ale nie wiem, czy jest drugie takie zielone miasto, jak Gdańsk. Ostatnio doszedłem do wniosku, że w Gdańsku z każdego prawie miejsca widać las. To dopiero odpoczynek dla oczu!

21 komentarzy do przeczytania:

veronica.szd pisze...

chciałąbym nadmienić, że oczywiście iż zielonym miastem jest wrocław.
do gdańskich trawników jeszcze nam trochę brakuje, ale u nas daleko do morza, więc ciężko o plażę ;-)

ale i to zaczyna się zmieniać.
jakiś czas temu ruszyła kampania społeczna: wrocławianie na polanie, oraz sprzątniesz, nie wdepniesz.
dodatkowo: jeździ zielony tramwaj, który zachęca do słuchania głosów ptaków i takich tam- właśnie w naturze.

poza tym: wrocław jest takim miastem, że można sobie tak zaplanować spacer, żeby iść praktycznie cały czas przez coś zielonego.

veronica.szd pisze...

@cichy, a co sie stało z wpisem o plakatach?

slawkas pisze...

Wylegiwanie sie na trawnikach to moze byc obycaj (i potrzeba) przywieziona przez naszych repatriotow(!) z zielonej Anglii. Co prawda nie mamy 300-letnich trawnikow, ale ma co czekac, trzeba korzystac ;)

veronica.szd pisze...

widzę, że komuś się 300 letnich trawników zachciało.

a co, 30 letnie to złe?
trzydziestki fajne są ;-)

Cichy pisze...

Na Buzzie otrzymałem komentarz do tej notki, że w Warszawie taka cywilizajca to nic nowego...ciekawe:)

Cichy pisze...

@Slawkas: repatrioci:)

Nie wiem, czy to z importu, czy produkt kajowy, ale tabliczka "Nie deptać trawników" była dla mnie zawsze na czele otaczających mnie absurdów.

Cichy pisze...

@Vero: Wrocek jest bardzo do przodu, Trójmiasto podobnie:)

Czy Ty mi na blogu propagujesz leżenie na trzydziestkach?

veronica.szd pisze...

@cichy no przecież n ie mogę propagować leżenia na 300 letnich trawnikach, skoro takich nie ma.

Cichy pisze...

@Vero: jak to nie ma? Muszą być! W jakimś Biskupinie albo na Wawelu...

Stardust pisze...

U mnie, czyli w Nowym Yorku kazdy park, skwerek jest dla mieszkancow. Caly Central Park przez cale lato jest jedna wielka plaza. W centrum miasta jest wiele skwerkow, malych parkow gdzie przez cala wiosne, lato i jesien sa wystawione stoliki i krzesla dla ludzi. Oprocz tego ludzie moga lezec na trawnikach, na murach ogradzajacych parki i skwery. Miasto jest wlasnoscia ludzi i ludzie maja z niego korzystac. Znakomita czesc Broadway'u przy Times Square jest zamknieta dla ruchu i tam rowniez sa krzesla i stoliki dla ludzi. We wszystkich parkach miasta sa darmowe koncerty, przedstawienia, w Bryant Park (w odleglosci jednej ulicy od mojej pracy) latem sa wyswietlane darmowe filmy i rowniez organizowane bezplatne zajecia yogi. Miedzy innymi dlatego tak strasznie uwielbiam moj Nowy York.

Beata pisze...

uwielbiam deptac trawniki:)

veronica.szd pisze...

no, ale cichy, żeby aż na wawel tylko po to, by podeptać sobie trawnik??

przesadzasz.
we wro jest wystarczająco dużo zieleni. choć znacznie młodszej.
choćby skwer na placu macieja: odgrodzony od wrocławian z psami dopiero od kilku lat, a już służy tam trawnik do siedzenia i leżenia.

prywatnie najbardziej chyba lubię park słowackiego. bo słowacki wielkim poetą był.

@stardust
u nas we wro też są fajne imprezy plenerowe.
chociaż może nie organizowane z takim rozmachem- najczęściej to jest jakiś pomysł niepokornych.
ale też jest przyjemnie.

Cichy pisze...

@Stardust: z tego co kojarzę zamknięty Broadway to efekt modelowania NY na nowo, dzięki poradom pewnego urbanisty, który wcześniej "oddał" ludziom jedno miast w Skandynawii. Pozazdrościć władz.

Cichy pisze...

@Beata: i zgniatać stokrotki?;)

Cichy pisze...

@Vero: po prostu napisałaś, że nie ma trawników o wieku 300 lat. Ja uważam, że są - więc możesz teraz propagować leżenie na nich. Jeśli są takie na Wawelu, to Krakusy mogą się tam tłumnie wybrać, aby sobie pochodzić, poleżeć czy posiedzieć.

veronica.szd pisze...

ohohoh! cichy wpływa coraz bardziej ;-) oto LINK

Cichy pisze...

No proszę...

Znoszą zakaz chodzenia po trawie, zakaz fotografowania w muzeach - co jeszcze? Może w telewizji będą dobre rzeczy?

veronica.szd pisze...

cichy! ty to masz fantazję!
żeby dobre rzeczy w tv miały być??

Cichy pisze...

A, wiesz, mam czasem ochotę na odrobinę szaleństw...

Beata pisze...

Cichy - stokrotki i maki i kaczeńce i chabry i pokrzywy:)

Cichy pisze...

Ni co? Who's da mastah? Się jest wpływowym blogerem...ledwo co napisałem i proszę - czytają mnie na Wiejskiej:)
Sejm zmienił prawo i można już bezkarnie chodzić po trawnikach. Teraz trzeba tylko jakiś czysty znaleźć...

 
www.speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com