piątek, 6 listopada 2009

Konkurs eSky.pl i Historii alternatywnych

Na wstępie zaznaczam, że konkurs z bardzo atrakcyjnymi nagrodami, a niezbyt trudny, więc warto wziąć udział.

Ale na początku to, o czym wspominałem w zapowiedzi konkursu. Zdjęcie chmury ze śladem sanek.

Ewentualnie nart

Widzicie je? Takie dwie równoległe linie na chmurze. Ciekawym, kto po niej jeździł… Ale widok – jak zawsze z okna samolotu – niesamowity.

I tu właśnie pojawia się szansa dla Was, abyście również mogli poobserwować takie chmury i znaleźć ślady sanek, nart, rowerów albo nawet i butów na obcasie. To wszystko zależy tylko od Waszej wyobraźni i odpowiedniej wysokości samolotu.

Firma eSky.pl (której ładny banner widzicie w kolumnie po prawej stronie) to lider w sprzedaży biletów lotniczych – oferuje swoje usługi w Polsce, zdobywa rynek bułgarski i rumuński. Z końcem października eSky.pl poinformowało o zawarciu strategicznego partnerstwa z Expedią – największym internetowym biurem podróży. Umożliwiło to dodanie do strony eSky.pl zakładki z możliwością rezerwacji miejsca w hotelach. A oferta ta jest olbrzymia – to ponad 100.000 hoteli z całego świata. To pierwszy krok do zbudowania internetowego centrum podróży, oferującego kompletną obsługę wyjazdów turystycznych. I nie tylko turystycznych – ale także służbowych… Wystarczy tylko wejść na stronę eSky.pl i przejrzeć bogatą ofertę biletów i hoteli – w tym także propozycje tanich przewoźników – wybrać kierunek, nocleg i w drogę!

Zrealizowanie tego planu może umożliwić Wam konkurs, jaki niniejszym ogłaszam. Zwycięzca otrzyma 5 kuponów rabatowych, o wartości 50 złotych każdy, do wykorzystania w osobnych transakcjach do czerwca 2010 przy zakupie hotelu i biletu lotniczego. Ale to nie wszystko – wśród 50 osób, które wygrają konkursy na różnych blogach, biorących udział w tej kampanii, eSky.pl rozlosuje dwie nagrody – weekendowy pobyt w Rzymie i weekendowy pobyt w Barcelonie. Warto? Warto!

Choćby dla takich widoków…

Tak przy okazji – podejrzewam, że ludzie, którzy często latają samolotami (a zwłaszcza piloci) muszą być bardzo optymistycznymi ludźmi.

Bo im często świeci słońce:)

Co trzeba zrobić, aby wygrać u mnie? Już tłumaczę.

Aby podróż była nie tylko przyjemna, ale i bezpieczna, eSky.pl na swojej stronie oferuje Poradnik podróżnika – zbiór praktycznych porad i informacji, niezbędnych, gdy chcemy sobie polatać tu i ówdzie. Znajdziemy tu informacje o lotniskach, samolotach, rezerwacjach, biletach, hotelach… O wszystkim, co jest istotne w podróży. Zajrzyjcie tam, a następnie – na podstawie łatwo dostępnych informacji – odpowiedzcie na następujące pytania:

  1. Ile klas rezerwacyjnych można wyróżnić w samolotach rejsowych linii lotniczych?
  2. Komu przysługuje dostęp do saloników VIP na lotniskach?
  3. Zadanie kreatywne: ponieważ wiecie, że latanie to moja pasja, moje marzenia (spójrzcie na tagi tego wpisu), więc ostatnie pytanie brzmi - jakie marzenie zrealizujesz, jeśli wygrasz w tym konkursie? Dokąd chcesz polecieć i dlaczego? Opisz to w DWÓCH zdaniach.

Termin nadsyłania odpowiedzi – sobota, 14 listopada 2009, godzina 23.59:) W niedzielę ocenię odpowiedzi i ogłoszę zwycięzcę na blogu. Oraz przekażę dane zwycięzcy do eSky.pl – a oni zajmą się resztą. Dlatego oprócz odpowiedzi potrzebne mi będą Wasze dane – przynajmniej imię, nazwisko i adres mailowy. Przyda się też adres zamieszkania, ale jeśli nie chcecie mi go podać, to przekażecie go firmie eSky.pl, gdy się skontaktuje ze zwycięzcą.

Jak wysłać odpowiedź? Najprościej na maila alternatywnie.blog@gmail.com lub skorzystać z możliwości wysłania mi wiadomości na Facebooku. Blipa tym razem nie polecam:) Linki macie też po prawej stronie, pod wklejką Blipa.

Proste? Proste! Warto? Jeszcze jak! Zachęcam do udziału w konkursie, bo nagrody są faktycznie ciekawe, zadania niezbyt trudne – a i ja zyskam możliwość współpracy w przyszłości z firmami, które zechcę zorganizować jakiś konkurs…

Czekam na odpowiedzi i życzę miłego latania!

środa, 4 listopada 2009

Rozdam zaproszenia do Google Wave

Ostatnio zajrzałem na Google Wave (korzystam w wersji “preview”) i okazało się, że mam trochę zaproszeń do rozdania. Oczywiście – to nie jest tak, że osoby, które wskażę, automatycznie będą mogły korzystać z Fali. Mam nadzieję, że obrazek poniżej wszystko wyjaśni.

Jak widać – 16 zaproszeń czeka. Zostało 7 zaproszeń - więc warto się pospieszyć! Rozdam je pierwszym, którzy się do mnie zgłoszą. Wystarczy podać swój adres mailowy – na GMailu oczywiście dowolny, ale po przyjściu zaproszenia konieczne jest założenie konta Google. Akceptuję trzy formy zgłoszeń:
Co do samej Fali – wydaje się, że jest to narzędzie z przyszłością, ale właśnie – z przyszłością. Gdy będzie lepiej zintegrowane z innymi usługami, to odniesie gigantyczny sukces. Teraz, w formie wstępnej – nietypowe narzędzie komunikacji. Czy polecam? Warto spróbować i wyrobić sobie własne zdanie na temat tego, co według Google ma być e-mailem jutra.

wtorek, 3 listopada 2009

Chmura…i konkurs na blogu!

W sobotę przed południem taka śmieszna chmurka wisiała nad Gdańskiem.

Ciągnęła się jak okiem sięgnąć – od Zatoki aż po lasy, a najdziwniejsze w niej było to, że miała taki wyraźny brzeg. Wyglądała, jakby ktoś zawiesił na niebie krę lodową. Chmura przesuwała się bardzo powoli na niebie, znakomicie kontrastując z resztą błękitnego, bezchmurnego nieba.

Ale jak już przeszła nad miasto, to zakryła słońce, sprawiła, że było ciemno i zimno. Dobrze chociaż, że nie padało.

A poniżej film, prezentujący chmurkę w całej okazałości. Kręciłem z ręki, na chłodzie, więc ręka się trzęsie…

I tu mam dla Was niespodziankę. Już wkrótce, dzięki mojemu blogowi, będziecie mogli obejrzeć takie – i inne – chmurki z bliska. I z góry. A muszę Wam powiedzieć, ze jest to przepiękny widok. Jak znajdę gdzieś w swoich archiwach jedno zdjęcie, to zaprezentuję Wam chmurkę, na której są…ślady sanek:)

Ale do rzeczy – w piątek na blogu ogłoszę konkurs, w którym będzie można wygrać kupony rabatowe możliwe do wykorzystania przy zakupie biletów lotniczych czy rezerwacji hoteli za pośrednictwem strony esky.pl. Jak zapewne się domyślacie – sponsorem konkursu jest właśnie esky.pl – wiodąca firma w segmencie sprzedaży biletów lotniczych on-line. Za pomocą esky.pl można nie tylko znaleźć i kupić tanie bilety lotnicze do różnych miejsc świata, ale także znaleźć i zarezerwować hotel. Zwycięzca konkursu otrzyma pięć kuponów o wartości 50 PLN każdy, do wykorzystania do czerwca 2010. W związku z tym konkursem po prawej stronie widzicie reklamę strony esky.pl – mówiącą, co można wygrać dodatkowo…

Konkurs nie będzie trudny, a nagrody są ze wszech miar atrakcyjne, dlatego zachęcam Was do udziału. W piątek – ogłoszenie zadania konkursowego. Szykujcie się!

poniedziałek, 2 listopada 2009

Zaduszki

Dziś Zaduszki – dzień, w którym wspominamy wszystkich wiernych zmarłych. W odróżnieniu od Dnia Wszystkich Świętych, radosnego święta, kiedy Kościół cieszy się ze wszystkimi, którzy są już świętymi, dziś mamy dzień refleksji, zadumy.

Ale nie uważam, aby było to szczególnie smutne święto. Dlaczego?

Po pierwsze – często na cmentarzach spotykają się całe rodziny. Często jedyny raz w roku. I choć rozmowy zaczynają się banalnie, od “ten duży znicz może postaw w rogu, gdzie kupiłeś takie kwiaty, weź zgarnij liście z płyty”, to potem zawsze jest jakoś tak…wyjątkowo.

Po drugie – samo wspomnienie (i tu jest szansa na wspólne, rodzinne wspominanie). Czy musimy się smucić, że ci, na których groby przychodzimy, już nie są z nami? Moim zdaniem lepiej cieszyć się, że żyli, że dane nam było ich poznać, że czegoś się nauczyliśmy, że zostawili coś po sobie. I że my też powinniśmy tak żyć, aby cała rodzina chciała nas wspominać. I aby granitowa płyta nie była jedynym, co po sobie zostawimy.

A po ostatnie – czysto estetycznie. Widok cmentarza nocą, z milionami zniczy – ma coś w sobie. Coś, co skłania do refleksji.

Nie musimy przebierać się za wiedźmy i domagać się cukierków (albo psikusów). Mamy swoje, piękne i wcale-nie-takie-smutne święto. Wszystko, co musimy, to zatrzymać się na chwilę.

czwartek, 29 października 2009

Gdańsk nocą – uwaga pod nogi!

Kto zna Gdańsk – albo był w tej jego urokliwej części, która zwie się Zaspa – ten zna również pewien monumentalny relikt minionej epoki. Wiem, wiem – całe to osiedle można ochrzcić tym mianem, ale ja mam na myśli jedną konkretną konstrukcję.

Kojarzycie skrzyżowanie Rzeczypospolitej (dawna Rokossowskiego) i Jana Pawła II (dawna XXX-lecia PRL)? Pomimo, że jest ono dwupoziomowe, to nie nazwałbym go bezkolizyjnym – gdybym miał skręcić w stronę plaży, jadąc z Przymorza, to chyba wolałbym zawrócić na skrzyżowaniu z Hynka. Ale to jakaś gdańska specjalność – słynny Węzeł Unii Europejskiej jest trzypoziomowy – i również kolizyjny. Wracając do Zaspy – nad rzeczonym skrzyżowaniem wznoszą się mroczne, betonowe kładki dla pieszych. Jedyny sposób, aby szybko przejść przez to skrzyżowanie, albo dostać się na przystanek tramwajowy. Tak to wygląda z satelity:


Wyświetl większą mapę

W czym problem? Ano w tym, że owa kładka wcale nie jest oświetlona. Na odcinku w pobliżu przystanków czy ulicy wznoszą się nad nią latarnie (zamontowane przy jezdni) – daje to nieco światła. Ale schody (a schodów na tej kładce jest 8 sztuk – i żadnej windy!) już tego luksusu nie doświadczają. I toną w mroku. Jak to wygląda? Ano tak:

   

Ciężko się robi zdjęcie bez statywu…

A teraz najistotniejsze-  te kładki nigdy chyba nie były remontowane. Co oznacza, że powyższe schody są zdrowo pokruszone, z wyrwami. Trzeba mocno uważać, aby nie spaść i się nie połamać. A przecież to chyba nie jest takie trudne, postawić kilka latarni. I jaśniej będzie, i bezpieczniej. Ale trzeba chcieć. Zamiast tego krążą plotki, że cała kładka będzie remontowana. Pożyjemy, ale chyba nie zobaczymy.

Na uspokojenie – jeszcze dwa nocne zdjęcia z Gdańska.

 

Most przy SKM Zaspa – poczekałem, aż korek ruszył

 

Rzeczypospolitej – tu się można rozpędzić!

wtorek, 27 października 2009

Notatniki hand – made

Nie tak dawno na Blipie ^szpiegowsky wyraziła życzenie ujrzenia notatników, które zrobiłem – a o których wspomniałem już i u siebie, i u Wesołego Terrorysty. Niniejszym spełniam to życzenie – oto zdjęcia moich notesów:)

Jako pierwszy – notatnik, o którym pisałem kiedyś. Zrobiony ze zwykłego zeszytu i okładki starego kalendarza.

 

Nie wygląda zbyt ładnie…

Służy mi do zapisywania wszelkich przydatnych myśli – ale takich “na przyszłość”. Są tam więc i pomysły na notki, i przemyślenia wszelakie, i plany “byznesowe”, i sposoby zbawienia świata…

W środku – zwykły zeszyt.

Z tyłu tego notatnika prowadzę arcyskomplikowany spis treści, aby się nie pogubić w natłoku pomysłów:) Całość ma format A4 i grubość 96 kartek plus okładki.

Jako drugi – notes, który wykonałem dla mojej Ukochanej. Bo mnie poprosiła.

W porównaniu z poprzednim – arcydzieło.

Złożony z dwóch tzw. zeszytów do słówek – format A5. Okładka z czarnego weluru, niebieska wstążka, na grzbiecie gumki do trzymania długopisu. No i to, co w poprzednim notesie – gumka spinająca okładki. Z powodu szalonego pomysłu okładki są lekko wypchane jakimś miękkim wypełnieniem – ale nie jest to zbyt widoczne. Okładki wzmocniłem średniej grubości tekturą ze sklepu dla plastyków (przy okazji – taką tekturę można nabyć wyłącznie w formacie A1 albo zbliżonym…niezbyt wygodne w transporcie – na szczęście sprzedawczyni w sklepie w Sopocie zgodziła się przeciąć całość na cztery części). Okładka sklejona z notesami za pomocą kleju Pattek SOS.

I ostatni, moje narzędzie do GTD. Okładka do dwóch notesów.

Coś słaba ostrość wyszła...

Materiały identyczne jak poprzednio – czarny welur, średniej grubości tektura w okładkach. Żadnego spinania gumkami. Miejsce na długopis – zupełnie przypadkiem pomiędzy okładkami.

Długopis wsuwam w przerwę w materiale.

Do tego w środku dwa notesy, formatu A6, zahaczone o wszyte gumki. W notesie po lewej “łapię” pomysły, w notesie po prawej – mam uporządkowane listy.

Póki co – to wszystko. Zastanawiałem się, czy nie zacząć produkować tego na Allegro:) Ale musiałbym liczyć drożej niż za najdroższego Moleskine’a. Może i materiały wychodzą taniej, ale mój czas jest bezcenny. Co do kosztów materiałów – to nie wychodzi jakoś strasznie drogo, bo kupiony materiał czy tektura wystarczą na kilka(naście) notatników. Najdroższe w każdym notesie są: zeszyt, klej i czas. bo roboty z tym jest sporo.

Ale satysfakcja z posiadania takiego notesu – bezcenna.

piątek, 23 października 2009

Urlop w październiku? Czemu nie!

Urlop w Polsce w październiku? No, to już może brzmieć nieco dziwnie…

Wpierw wyjaśnienie – długo milczałem, bo:
  1. miałem masę roboty poza siecią i nie miałem jak napisać tego wszystkiego, co mi w głowie siedzi,
  2. chorowałem (lekko).
  3. miałem jeszcze więcej roboty, niż w punkcie 1.
Ale te problemy zostały już dzielnie pokonane, więc mogę napisać o tym, o czym powinienem jakieś dwa tygodnie temu.
W pierwszej połowie października wybraliśmy się na urlop. Do Chełmna i okolic. Czemu tam? Byłem tam kiedyś służbowo i muszę Wam powiedzieć, że jest to świetne miejsce na oderwanie się od codziennej bieganiny, spokojne spacery, relaks i zwiedzanie miejsc, o istnieniu których nawet nie mieliśmy pojęcia. Bo czy ktokolwiek z Was wie, że w Papowie Biskupim są fajne ruiny zamku krzyżackiego? Ba, pewnie nawet nie wiecie, gdzie owo Papowo leży… Ja też nie wiedziałem jednego i drugiego. Ale teraz mam świadomość i mogę w towarzystwie brylować wiedzą – że taki zamek istniał, że miał grube mury i że niewiele z niego zostało. O, tyle:

Ale klimat jest…
Więc jeśli ktoś lubi ceglano – gotyckie klimaty, to już wie, dokąd się wybrać. Dodam jeszcze, że w samym Chełmnie jest wiele zabytków z tzw. Europejskiego Szlaku Gotyku Ceglanego – warto zobaczyć, bo niektóre potrafią zachwycić (oczywiście z zachowaniem skali – to nie jest taki zachwyt jak pod piramidami w Egipcie…). Gdy następnym razem ktoś Wam powie, że cudze chwalicie, swego nie znacie, to powiecie że i owszem, znacie – i wrócicie do chwalenia cudzego:)
W temacie zamków – jest ich tam masa, bo w końcu to słynna ziemia chełmińska, zmora uczniów szkół wszelakich, uczących się na klasówkę dowolnej wojny polsko – krzyżackiej. Ziemia ta co kilka chwil (historycznych) przechodziła z rąk do rąk, jak pamiętacie, a zakonnicy mieli ciekawy zwyczaj stawiać zamki na każdym wolnym skrawku gruntu… Wracając zaś do ocalałych zamków – w leżącym niedaleko Chełmna Świeciu (ktoś pewnie by się obraził za to określenie…) też jest zamek – i ma on najwyższą w Polsce krzywą wieżę. Albo wieżę o najwyższym odchyleniu od pionu. Nie pamiętam, ale widoki z niej są ładne – Wisła, las…

Z drugiej strony wieży widać wytwórnię papieru – czyli smród i dym
Można też natknąć się na ciekawostki – my poświęciliśmy jeden dzień na jazdę po okolicy i oglądanie różnych ciekawostek (jak choćby wspomnianego Papowa Biskupiego). Wprawdzie są to wszystko drogi lokalne, niekoniecznie dobrze opisane czy oznaczone…

…choć się starają…
…to udało nam się trafić na prywatne lotnisko. Wiecie, dla mnie pełna radość. Wpuszczono nas do hangaru, pokręciłem się, porobiłem masę zdjęć, widziałem lądującą awionetkę. Ot, taki mały lunapark dla mnie.

Wiele samolotów – wiele zabawy!
A kręcąc się tu i ówdzie pobawiliśmy się (po raz pierwszy – i może nie ostatni) w zabawę zwaną geocaching. Czyli takie poszukiwanie skarbów w XXI wieku. Choć nie mamy GPS, dysponowaliśmy tylko słabym zdjęciem z netu i opisem lokalizacji, było ciemno, zimno i do domu daleko – udało nam się odnaleźć taki oto pojemnik (ok, nie nam, tylko moje Kochanie znalazło…):

A w środku – cuda, panie, cuda!
Ze środka zabraliśmy figurkę, włożyliśmy gdańskiego dukata i zakopaliśmy całość tam, skąd wzięliśmy.
Urlop był znakomity – kilka dni, a taki odpoczynek taki, że hej! No i ile wrażeń – to powyżej to raptem kilka wybranych punktów.
Na koniec dwie refleksje:
  • ludzie gdy widzą turystę, chcą mu pomóc – a gdy okazuje się, że turysta jest z daleka (“o widzisz, państwo aż z Gdańska przyjechali do nas oglądać…”), to pomogą jeszcze chętniej – choć do dziś nie wiemy, czy to, co widzieliśmy w Wabczu, to faktycznie była Poganka (przeurocza nazwa grodziska),
  • w Chełmnie jest RE-WE-LA-CYJ-NA knajpa azjatycka: każdy z Was, kto będzie w okolicy, przejazdem czy będzie znał kogoś, kto będzie zmierzać w stronę Chełmna – ma za zadanie przysporzyć zysku tej knajpie (w rynku się znajduje, pomiędzy ul. Grudziądzką i Rycerską); ta jadłodajnia nie może upaść! A ponoć bankructwa różnej maści restauracji to w Chełmnie plaga… Tam natomiast jest smacznie (o wiele lepiej niż w jednej popularnej knajpie wietnamskiej w Gdańsku!), dużo (gdy człowiek zamawia kurczaka, spodziewa się fileta, no, może fileta i pół…ale trzech filetów sporych rozmiarów to nikt się nie spodziewa!) oraz tanio (krewetki za 16 PLN, najdroższe danie kosztowało coś około 17 PLN, nie kasują za pałeczki jak niektórzy…) – kto lubi azjatycką kuchnię i będzie w pobliżu Chełmna, ma punkt obowiązkowy na liście - przybliżona lokalizacja poniżej (za namową mojego Kochania).
A co Wy sądzicie o urlopie w październiku w Polsce? Komentarze stoją dla Was otworem…
 
www.speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com