Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chwalipięta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chwalipięta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 kwietnia 2010

Photoday 10

Co tu dużo mówić – w końcu plener fotograficzny to nie jest coś, o czym się mówi. To jest coś, co się pokazuje, prawda? Niemniej pozwolę sobie na kilka słów…

Na dziesiątą edycję Photoday – imprezy organizowanej przez MM Trójmiasto – dostałem się w sposób nietypowy. Redakcja wysłała mi mailowe zaproszenie, w którym dawała mi możliwość wzięcia udziału w plenerze bez konieczności rejestracji. Jest to taka forma wyróżnienia dla zasłużonych współpracowników portalu oraz – że tak nieskromnie podkreślę – wpływowych blogerów (to fragment dla Ciebie, Veronica). Skoro ktoś docenia człowieka, niegrzecznością byłoby z takiego honoru nie skorzystać. Wyposażony w pożyczony aparat, prosto z pracy, stawiłem się pod halą widowiskowo – sportową na granicy Gdańska i Sopotu.

I zacząłem robić zdjęcia…

Zachęcam do śledzenia zdjęć innych uczestników tego wydarzenia – podejrzewam, że jak zwykle powstanie całkiem ładna galeria.

Z tego miejsca chciałbym podziękować serdecznie MM Trójmiasto za możliwość uczestniczenia w Photoday’u bez stresu przy rejestracji i postaram się w przyszłości nadal tak pracować, aby zasłużyć na kolejne oferty z Waszej strony:)

piątek, 26 lutego 2010

Wilq 1 – 2 – 3 - 4

Wreszcie udało mi się położyć łapki na pięknym, kolorowym wydaniu pierwszych czterech albumów komiksu “Wilq”. A trzeba Wam wiedzieć, że przejść z tym wydawnictwem miałem sporo.

Album był dostępny jedynie na zamówienie w przedsprzedaży, a rozprowadzany tylko przez dwa sklepy w Polsce. Z nostalgią wspominając pierwszy raz, gdy przeczytałem o przygodach opolskiego bohatera (a było to jakoś na początku studiów), zamówiłem jeden egzemplarz. Nie wierząc w przesyłki Poczty Polskiej ani firm kurierskich, wybrałem opcję odbioru osobistego. Wprawdzie owe księgarnie (komiksarnie) są w Warszawie, a ja w Gdańsku, ale wiedziałem, że prędzej czy później będę w “stolycy” – to i okazja do odbioru się nadarzy.

Wkrótce (to jest jesienią minionego roku) pojechałem do Warszawy. Poszedłem do sklepu i…wyszedłem z niczym. Jakimś wielce tajemniczym sposobem do tego konkretnego punktu dotarła tylko połowa partii, która rozeszła się na pniu. A dla mnie (i dla drugiej połowy zamawiających) zabrakło. Żal, smutek, frustracja – tymi słowami moglibyśmy określić mój ówczesny stan, gdyby nie dominowało potężne uczucie wku…zdenerwowania.

Umówiłem się ze sprzedawcą, że gdy tylko druga partia dotrze – da mi znać na maila (niezwłocznie), a ja poślę kogoś po odbiór komiksu. Jednocześnie napisałem do autorów i w zadziwiająco kulturalny sposób poprosiłem ich o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Odpowiedź nadeszła prawie błyskawicznie – komiksy zostały wysłane.

Jak to – i ja nic o tym nie wiem?

Telefon do sklepu upewnił mnie w tym, że umawianie się ze sprzedawcami jest metodą równie zaufaną co wysyłanie pocztą kartek świątecznych. Ale najważniejsze – Wilq był już w zasięgu ręki. Wysłana przeze mnie osoba komiks odebrała i – zamiast poczekać grzecznie na mój następny pobyt w Warszawie – wysłała mi go.

Pocztą Polską.

Gdzie ta przesyłka była, co widziała, kogo spotkała i jakie przygody przeżyła – o tym prawdopodobnie dowiedzielibyśmy się, gdyby koperty potrafiły mówić. Choć nie, przepraszam. Ta konkretne koperta nie powiedziałaby zbyt wiele. Bo byłaby martwa. Koperta dotarła w stanie agonalnym – rozdarta na krawędziach i poklejona na szybko taśmą klejącą. Oraz opatrzona eleganckim stemplem Poczty Polskiej, że zniszczenie zostało spowodowane przez automatyczny system sortowania przesyłek.

Niewiele brakowało, a uwierzyłbym, że nasza poczta ma taki system.

Sam komiks ostał się nienaruszony. Co mnie szalenie ucieszyło – aż strach pomyśleć, że mogłoby mu się coś stać – i mogłem natychmiast zasiąść do delektowania się historyjkami o prawdziwym superbohaterze (“a nie kimś takim, jak ta ciota Spawn” – cytując autorów). Jak oceniam ten wyjątkowy, kolekcjonerski wręcz album? W telegraficznym skrócie:

  • twarda okładka – plus,
  • obwoluta – minus (obwoluty się z czasem niszczą, zawsze),
  • rysunek na obwolucie – plus, mógłby być osobną historyjką,
  • brak tego rysunku na okładce, pod obwolutą – minus (a jak obwoluta się zniszczy – a niszczą się zawsze),
  • Wilq wreszcie jest w kolorze – duży plus, barwy dodały nowy wymiar do historii, na niektórych kadrach dramatyzm, na innych – komizm, a na jeszcze innych – fragmenty historii, których bez kolorów nigdy byśmy nie poznali (zwróćcie uwagę na witraże w kościele w Mielnie),
  • brak opowiadań “Ciemna strona Słońca” – dla mnie plus, nigdy tego nie czytałem:),
  • brak żartów obrazkowych – duży minus, przecież to spośród tych żartów (wprawdzie z późniejszych albumów) wywodzi się najlepszy polski żart rysunkowy 2008 (wg “Tygodnika Powszechnego”),
  • kilka dodatkowych, króciutkich historyjek – plus,
  • to nadal stary, dobry Wilq – olbrzymi plus.

Widać, że plusy przeważają – dziwnym nie jest. Komiks już przeczytałem od deski do deski (nie wiem, czy wypada mi to zaliczyć do akcji “52 książki”), co znacząco wpłynęło na poprawę mojego humoru (i to pomimo umierania na katar). Przypomniałem sobie też wszystkie odzywki z tych starych albumów, co skutkuje tym ryzykiem, że przez pewien czas mogę być Mistrzem Ciętej Riposty.

Album mógłbym z czystym sumieniem polecić każdemu, gdyby nie fakt, że obecnie dostanie go jest z pewnością niezłym wyzwaniem. Ale – i niech ten cytat będzie zakończeniem mojego wywodu – chcieć to móc, człowieku, chcieć to móc.

wtorek, 5 stycznia 2010

Ciekawe strony – nowdothis.com

Każdy  z nas – prędzej czy później – staje przed problemem: co robić, gdy jest dużo do zrobienia? W jaki sposób można ogarnąć ogrom zadań, jakie na nas czekają?

Na szczęście – systemy takie jak GTD (który staram się wprowadzić w swoim życiu), jak również masa narzędzi (komputerowych i nie, sieciowych i offline’owych) zawsze są gotowe, aby ogarnąć nasze zadania i pomóc nam je zrealizować. Wszystkie te super bajery mają tylko jedną wadę – starają się być kompletne, a przez to są skomplikowane. Oczywiście, można się w nich połapać, ale czasem potrzebujemy prostej kartki papieru, na której wynotujemy sobie listę spraw “to do” i będziemy po kolei odkreślać  to, co za nami. A ponieważ żyjemy w XXI wieku, to i kartka nie musi być z papieru.

Polecam Wam stronę nowdothis.com – znajduje się tam niesamowicie prosty system, którego wszystkie funkcje można sprowadzić do dwóch punktów:

  • wypisz swoje zadania,
  • odkreśl zadania zrealizowane.

Proste? Jak konstrukcja cepa. Nie można napisać nic więcej. Zadania są wyświetlane na ekranie w takiej kolejności, w jakiej je wpisaliśmy – gdy klikniemy przycisk z napisem “Zrobione”, przechodzimy do następnego. Od jakiegoś czasu można tworzyć w ramach NowDoThis także listy. Aby to uczynić, jeden z elementów listy (który będzie nazwą listy) poprzedzamy znakiem “@” – a pod nim już poszczególne zadania. W praktyce lista może wyglądać tak:

Potem klikamy na “zapisz” i…zaczynamy pracę.

Proste? Niesamowicie. Przydatne? A czemu nie?:)

A dodatkowo polecam Wam tę stronę, bo kiedyś ją przetłumaczyłem z angielskiego na polski. Co zresztą możecie zobaczyć, jeśli klikniecie na link “Pomoc” pod listą. Więc to taki mały lans…:)

niedziela, 3 stycznia 2010

Wielka Gala Noworoczna

Prawie przed chwilą (no dobrze – przed trzema godzinami) wróciliśmy z Wielkiej Gali Noworocznej w hotelu Sheraton w Sopocie.

Krótko – było fenomenalnie. Yupiter Symphony Orchestra pod batutą Wojciecha Mrozka dała koncert, dzięki któremu świetnie zaczął się ten 2010 rok. Sam dyrygent dołączył zresztą do muzyków na klarnecie w kilku utworach.

Głosem czarowali:

  • Bożena Harasimowicz (sopran)
  • Agata Sava (mezzosopran)
  • Tomasz Krzysica (tenor)

Program zatytułowany “Od Wiednia do Hollywood” jednak ciążył w stronę Wiednia, co samo w sobie nie jest absolutnie żadną wadą – zawsze jednak ciekawi mnie, jak brzmiałyby filmowe hity w wykonaniu orkiestry kameralnej i śpiewaków operowych.

Bo jak brzmią “Hej sokoły” to już wiem – po tym koncercie. Tym nietypowym bisem nawiązano do faktu, że muzycy przybyli ze Lwowa…

Przyznaję – nakręciłem cztery filmiki na koncercie. I przyznaję – na żywo to brzmi o niebo lepiej. Ale ponieważ mówimy o Wielkiej Gali Noworocznej, to tego utworu nie mogłem sobie odmówić…

Klaszczcie, klaszczcie!

Aha – a w Sheratonie jeszcze spotkała nas taka zagadka językowa. Czy Waszym zdaniem to tłumaczenie jest poprawne?

The black one.

W tym roku życzę Wam wszystkiego najlepszego i obyście zawsze pamiętali Wasze płaszcze:)

czwartek, 31 grudnia 2009

Podsumowanie 2009 – życzenia na 2010

Nie lubię sytuacji, gdy gotowy wpis znika w Windows Live Writerze – a taka sytuacja właśnie mi się przytrafiła. Muszę więc odtworzyć z głowy to wszystko, co mozolnie tworzyłem przez ostatnich kilkadziesiąt minut. Grrr…
OK, kończy się rok, a więc czas na tradycyjne podsumowania i plany na przyszłość. Ja też postanowiłem podsumować ostatnie 12 miesięcy…
Tu dygresja – to, że podsumowujemy rok, wynika z czystego przypadku. Zachęcam Was do robienia nieco częstszych podsumowań – i planów na przyszłość.
…i napisać kilka słów o moich planach. Dla większej przejrzystości pogrupowałem poszczególne wydarzenia tematami.
Praca zawodowa
Podsumowanie 2009: zmieniłem pracę – pomimo kryzysu. I to zmieniłem na lepsze. Mam teraz więcej czasu dla siebie, większy spokój – za to mniej nerwów. Co mnie szalenie cieszy. Dodatkowo przy zdobywaniu pewnych uprawnień zawodowych udało mi się przekroczyć magiczną barierę połowy egzaminów. Z rzeczy około zawodowych – dowiedziałem się, że w Excelu nie ma wypunktowania…
Plany na przyszłość: nadal cieszyć się pracą i być w niej coraz lepszym. Zdać kolejne egzaminy i zrobić wreszcie te uprawnienia. No i podciągnąć się z Excela, aby być w nim faktycznie biegłym (o ile czas i zasoby pozwolą).
Aktywność sieciowa
Podsumowanie 2009: zawiesiłem, a następnie aktywowałem tego bloga – z całkiem niezłym skutkiem, muszę dodać. I zmieniłem mu wygład – moim zdaniem, na lepszy. Za to zupełnie zamroziłem bloga o Gdańsku. Uporządkowałem nieco mój wizerunek w sieci – skupiłem się na blogu i Blipie, odszedłem o Flakera i Twittera, z Facebooka uczyniłem agregator mojej sieciowej działalności. W ostatnich tygodniach roku zacząłem nieco intensywniej mieszać w swojej zupie.
Plany na przyszłość: już wkrótce (mam nadzieję) ruszę z kolejnym blogiem. O czym – to powiem w swoim czasie. Trudno mówić o jakichś planach w sieci, ale mam nadzieję, że to wszystko, co w niej robię, nie będzie gdzieś ginęło. Mówiąc krótko – liczę na zdobywanie kolejnych czytelników.
Realizacja marzeń
Podsumowanie 2009: ten rok był niesamowity – zrealizowałem kilka marzeń, co nie każdemu się przydarza. O niektórych z tych marzeń pisałem dużo, o innych tylko wspomniałem. Niektóre (te bardziej materialne) można śledzić na specjalnej liście.
Plany na przyszłość: realizować kolejne i ciągle wymyślać nowe szczyty do zdobycia. Prawda jest taka, że jeśli ktoś raz zasmakuje w spełnianiu swoich marzeń, to potem trudno mu przestać:)
Rozwój osobisty
Podsumowanie 2009: przeczytałem książkę “Getting Things Done” – i zacząłem wdrażać system osobistej efektywności. Przeczytałem też (między innymi) “Siedem nawyków skutecznego działania”, “Zasada nr 1” czy “Czterogodzinny tydzień pracy”. I muszę przyznać, że są to książki mocno inspirujące. Do tego nauczyłem się pływać, jeździć na łyżwach i rolkach. Zrobiłem kilka niezłych zdjęć, udało mi się też napisać na kilka fajnych (moim zdaniem) tematów. Ogólnie kończę ten rok z poczuciem, że jestem innym człowiekiem, niż przed dwunastoma miesiącami – i cieszy mnie to.
Plany na przyszłość: dalsza praca nad efektywnością, dalsze czytanie wielu książek (papierowych, audio albo na komórkę), doskonalenie pływania i jazdy na rolkach. Do tego szlifowanie umiejętności fotograficznych, sprawniejsze pisanie na różne tematy. No i w kwestii inwestowania – przejście od teorii do praktyki.
Życie osobiste
Podsumowanie 2009: zostałem ojcem chrzestnym. A także zaręczyłem się i planujemy z Ukochaną ślub.
Plany na przyszłość: ożenić się z Ukochaną i żyć razem długo i szczęśliwie.
Podobno życzymy innym tego, co sami chcielibyśmy usłyszeć. Może to prawda, ale poniższe życzenia są jak najbardziej szczere.
Moim Czytelnikom w 2010 roku życzę przede wszystkim realizacji poznanych marzeń i sukcesów wytyczaniu oraz osiąganiu nowych celów – coraz ambitniejszych. Dużo zdrowia. Uśmiechów dokoła. Zmiany wewnętrznej, z której będziecie dumni. Oraz wielu dobrych tekstów w sieci i poza nią.
I uważajcie z fajerwerkami!

piątek, 11 grudnia 2009

Lego i śnieżki

Dziś dwie krótkie informacje, kompletnie ze sobą niezwiązane. Ale muszę, po prostu muszę!

Właśnie kończy się tydzień pod nazwą “Bring Your Favourite Minifig To Work Week”, w skrócie “BYFMTWW”. Że co? Że nie wiecie, o co chodzi? To odsyłam do fachowych serwisów, które wyjaśnią, co i jak. Ja wprawdzie nie jestem jeszcze takim AFOL-em jak ludzie z e-klocki.com, ale BYFMTWW świętować moge. Chwyciłem mojego ulubionego kościotrupa i zrobiłem mu fotkę w miejscu, które integruje całe biuro. W kuchni.

Na tle pozmywanych talerzy

Może w przyszłym roku zrobię więcej zdjęć?

Po drugie – dziś, w ciągu dnia, na Blipie pojawił się fakt medialny, że w Gdańsku pada śnieg. Kto wie, może to nawet prawda była, ale zanim wróciłem z Sopotu, na ulicach nie było ani śladu bieli. Grunt, że wyraziłem niekłamaną radość z powodu śniegu. MM Trójmiasto tej radości nie podzieliło. Wyzwałem ich na bitwę na śnieżki. Oni podjęli rękawicę

I tak zrodził się pomysł Wielkiej Trójmiejskiej Bitwy na Śnieżki!

Mam nadzieję, że uda się zrealizować ten niesamowicie pozytywny flashmob. Potrzebujemy tylko śniegu. Masy śniegu. Oraz doprecyzowania kilku szczegółów, ale w tym celu odsyłam do artykułu na MM Trójmiasto. Oraz do obserwowania odpowiedniego tagu na Blipie - #sniezki3miasto – polecam ten tag podwójnie, bo nie tylko zainspirowałem niejako całą akcję, ale też to ja go wymysliłem:) Trochę lansu i chwalenia się, ale w dniu walki stulecia chyba mi wolno?

Pamiętajcie o swoich minifigach w przyszłym roku! I już zacznijcie trenować rzuty…

 
www.speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com