Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 sierpnia 2010

Zaobserwowane – ogłoszenia (z bonusem na początku)

Kontynuujemy cykl wpisów pokazujących cuda i dziwy tego świata. Patrzyliśmy już na tabliczki, podziwialiśmy zmagania z językiem polskim, docenilismy poczucie humoru dziennikarzy, a także zetknęliśmy się z książeczkami dla dzieci…świadomych wszystkiego.

Dziś popatrzymy sobie na…

…ale wpierw zapowiedziany bonus. Jak być może wiecie – mieszkam w falowcu. Szybki konkurs – co jest przedstawione na poniższym zdjęciu?

Ci z Was, którzy powiedzieli “grzejniki” – mają tylko część racji. Owszem, są to instalacje do ogrzewania powietrza (klatka schodowa w falowcu jest przeszklona, a do tego wyjścia na galerie nie są zbyt szczelne). Ale pomysłowy naród zrobił z grzejników wielce efektywny…stojak na kapsle.

Taka mała instalacja artystyczna. Nazwałbym ta “Choinką postindustrialną” – albo “Wszechświatem kontemplującym samego siebie” (ale tylko dlatego, że jest to moim zdaniem najlepszy tytuł dowolnej rzeźby współczesnej).

Wróćmy jednak do tematu dzisiejszego spotkania z obrazem – do ogłoszeń. Ogłoszenia powinny mieć jakąś funkcję – najczęściej informacyjną. Mogą więc propagować istotne z punktu widzenia społeczeństwa akcje uświadamiające.

Jak łatwo się domyślić – w okolicy nie dopilnowano, aby akcja “Myślę – nie niszczę” miała odpowiedni rozgłos. Niemniej jest coś szalenie przewrotnego w takim właśnie mazaniu po murach. Można było napisać “HWDP” albo “Lechia pany”, a tu proszę…

Ale nadal jest to wandalizm na peronie SKM. Ogólnie wydawało mi się, że na terenie peronów niemożliwe jest umieszczanie jakichkolwiek ogłoszeń. A już zwłaszcza na kasowniku.

Ale jak widać – myliłem się. Nie rozumiem tylko celu tego ogłoszenia…

…zapewne osoby interesujące się żywo rynkiem kapitałowym potrafiłyby mi to wyjaśnić. Czyżby wrogie przejęcie? Pewnie nie dowiemy się tego jeszcze przez jakiś czas.

Jak jednak sugeruje nam poprzednie zdjęcie – na peronie SKM można umieścić ogłoszenie informujące, że ów peron w jakiejś niewielkiej części przeszedł remont. Napis “świeżo malowane” pozwala nam wszystkim sporo zaoszczędzić na pralni. Tak więc kiedy pomalujemy np. tablicę z rozkładem jazdy…

…należy tym faktem pochwalić się wszem i wobec. A że w Gdańsku wycieczek zza Odry nie brakuje, należy zawsze ustawić się frontem do klienta.

Że co? Że i tak nie zrozumie? Nie musi – musi wiedzieć, że ma się mieć na baczności (tu dygresja – w młodości niebywale śmieszyły mnie tabliczki “Baczność – przewody pod napięciem”: przecież jeśli stanę na baczność, to będę wyższy, a więc jest większa szansa, że o owe przewody zahaczę…).

W Gdańsku wykosztowano się także na system elektronicznej informacji o komunikacji miejskiej. Chciałoby się zakrzyknąć “Nareszcie!”, ale system od kilku miesięcy jest w fazie testów. I dlatego czasem trafiają się takie kwiatki.

Jeśli ktoś nie widzi, to niech porówna sobie godzinę pokazywaną na wyświetlaczu (i jasne niebo) z godzinami odjazdów najbliższych tramwajów.

Niedowiarków odsyłam na stronę gdańskiego ZTM. Można sprawdzić, że pomiędzy 18:48 a 1:05 powinien jechać przynajmniej jeden tramwaj.

Na sam koniec – coś dla ludzi o mocnych nerwach. Zaczęliśmy od kampanii społecznej, na kampanii społecznej skończymy. I to zupełnie na poważenie. Zastanawiałem się, czy temu ogłoszeniu nie poświęcić osobnego wpisu…

Takie tablice, będące efektem konkursu plastycznego w szkołach, stoją sobie w nadmorskim parku. Przesłanie słuszne – nie zakopuj martwych zwierząt w parku, bo niedaleko znajdują się ujęcia wody. Niemniej dziecko, które stworzyło ten rysunek, powinno chyba z kimś porozmawiać. Na obrazku mamy zapłakaną dziewczynkę, która pogrzebała…same kości (nie wiem, co zrobiła z mięsem swojego pieska czy kotka). Aby jednak nie było wątpliwości, że rozmawiamy o rzeczach ostatecznych, nad bohaterką unoszą się dusze, czy też raczej zwierzęce anioły. Jest anioł psa, świnki morskiej oraz demona z piekła rodem.

Zakopane kości (co z mięsem, serio?) oczywiście wpływają na sieć wodociągową. Siwy staruszek nie ma innego wyjścia, jak podlewać niepokruszonymi kośćmi swoją działeczkę. To jednak nic. Tu wkraczamy na grunt najkrwawszych horrorów, bowiem pewna blondynka z przerażeniem stwierdza, że kąpiel, którą sobie przygotowała, ma masę niespodziewanych dodatków.

Nie słyszała, że coś jej o wannę dudni? Nie lepiej ma jej koleżanka, która chce umyć zęby (wnioskuję po  czymś, co mogłoby być lustrem).

Tu już nie chodzi o kostkę w kubeczku z wodą. Tu chodzi o zbolałą minę i to, co w owym lusterku się odbiło. Stawiam osobiście na skrzydlatego demona.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Photoday 10

Co tu dużo mówić – w końcu plener fotograficzny to nie jest coś, o czym się mówi. To jest coś, co się pokazuje, prawda? Niemniej pozwolę sobie na kilka słów…

Na dziesiątą edycję Photoday – imprezy organizowanej przez MM Trójmiasto – dostałem się w sposób nietypowy. Redakcja wysłała mi mailowe zaproszenie, w którym dawała mi możliwość wzięcia udziału w plenerze bez konieczności rejestracji. Jest to taka forma wyróżnienia dla zasłużonych współpracowników portalu oraz – że tak nieskromnie podkreślę – wpływowych blogerów (to fragment dla Ciebie, Veronica). Skoro ktoś docenia człowieka, niegrzecznością byłoby z takiego honoru nie skorzystać. Wyposażony w pożyczony aparat, prosto z pracy, stawiłem się pod halą widowiskowo – sportową na granicy Gdańska i Sopotu.

I zacząłem robić zdjęcia…

Zachęcam do śledzenia zdjęć innych uczestników tego wydarzenia – podejrzewam, że jak zwykle powstanie całkiem ładna galeria.

Z tego miejsca chciałbym podziękować serdecznie MM Trójmiasto za możliwość uczestniczenia w Photoday’u bez stresu przy rejestracji i postaram się w przyszłości nadal tak pracować, aby zasłużyć na kolejne oferty z Waszej strony:)

wtorek, 23 marca 2010

Wiosna, panie blogerze! Niech się mury pną do góry!

Za oknem ani śladu śniegu, od czasu do czasu nieśmiało przebija się słońce, jest cieplej, zaczął padać deszcz. Niechybny to znak, że zaczęła się wiosna. Co może cieszyć, a i owszem, bo to i dni dłuższe, i ubrania lżejsze, i po chodnikach łatwiej się chodzi. Tzn. – będzie się łatwiej chodziło, jak spłyną wszystkie pozimowe “przebiśniegi”, pozostawione przez psy bezmyślnych właścicieli.

Lada moment – podejrzewam – wszystko dokoła się zazieleni (ciekawe, jak mój dąb na balkonie przeżył swoją pierwszą zimę), ptaki będą śpiewać (inaczej niż ponurym krakaniem – choć widok około tysiąca rozkrzyczanych gawronów przelatujących nad Sopotem jest niezapomniany), kwiatki – pachnąć, a młodzież zacznie się obściskiwać i całować po ławkach w parku.

Tak, to może też wkurzać.

Dla mnie jednak, zwierzęcia typowo miejskiego, z trudem potrafiącego rozpoznać modrzew z dużej odległości – wiosna ma jeszcze coś. Może to, co powiem, będzie odebrane jako perwersyjne, może kilka osób popuka się palcem w czoło, ale cóż poradzę na to, że w mieście z wiosną, a zwłaszcza z wiosennymi deszczami, nadciąga pewien specyficzny zapach. Zapach, który możliwy jest do uzyskania tylko wiosną, gdy temperatury nie są zbyt wysokie, nie są zbyt niskie – o, takie w sam raz.

Zapach mokrego asfaltu.

Może to nie jest tak, że jak myślę “wiosna”, to ten zapach uderza w moja podświadomość, ale wiosna i mokre chodniki jakoś łączą się w mojej głowie. Przyznajcie się – jak czujecie ten specyficzny zapach, to z całą pewnością nie ma dokoła zimy czy jesieni (czasem może być lato, ale to osobna historia).

OK, odejdźmy od moich osobistych perwersji wiosennych – bo mam jeszcze jedną refleksję. W ostatni weekend, po części zawodowo, po części hobbystycznie, dzięki darmowej wejściówce, wybrałem się na oglądanie targów nieruchomości w Gdańsku. I ze smutkiem muszę stwierdzić, że nie było interesujących ofert – gdybym miał obecnie kupować lokum, miałbym ciężki orzech do zgryzienia. Owszem, buduje się Garnizon we Wrzeszczu…

Na targach reprezentowany przez gigantyczną makietę

…ale – według informacji uzyskanych od przedstawicielki Hossy, budowa potrwa jakieś 15 lat. I nie wiadomo, czy wpierw powstanie mieszkaniówka, czy może biurowce od strony Słowackiego i Grunwaldzkiej. Niemniej – całość jawi się jako smaczny kąsek – małe miasteczko w centrum, z wysoką wieżą, nowymi biurowcami (w tym takim śmiesznie skręconym – na zdjęciu po prawej), starymi budynkami przekształconymi na biura, własnym strumieniem (ponoć miasto planuje przełożyć Strzyżę w związku z przebudową Słowackiego – już raz była przekładana przy okazji Galerii Bałtyckiej) i całą masą zieleni. Obecnie istnieje jeden biurowiec, budują się też mieszkania, w tym kilka bloków z tzw. soft-loftami (mieszkania w stylu loftów, ale bez owego surowego klimatu, budowane od nowa, z wysokimi sufitami, wielopoziomowe). Całość sprawia wrażenia nieźle rozplanowanego, przyjaznego miejsca, w którym dobrze będzie się mieszkać.

A wszędzie będą chodzić takie małe, kolorowe ludziki

Niestety – tereny po koszarach są duże, ale nie na tyle duże, aby nie mieć świadomości mieszkania przez 15 lat na placu budowy. Reszta ofert – jak już mówiłem – bez szału. Jedno osiedle w Oliwie, jedno w Jelitkowie – i nic więcej, co byłoby zbieżnego z naszymi zamierzeniami mieszkaniowymi. Z całych targów i tak najbardziej podobał mi się salonik VIP, gdzie na wielkim telewizorze wyświetlano koncert Shakiry:)

Trochę to smutne, że w tak dużej aglomeracji, jaką jest Trójmiasto, trudno znaleźć nowe inwestycje w mieście, nie będące pionowymi falowcami. Widać taki trend, ale jeśli to się utrzyma, to chyba sam będę musiał jakiś blok wybudować:)

Po więcej zdjęć – zapraszam do mojego albumu na fmix.pl, choć uprzedzam, że dominuje Garnizon…

poniedziałek, 8 lutego 2010

Flickr na nowo

Pamiętam bardzo dobrze, kiedy dostałem pierwszym cukierkiem od… Nie, jeszcze raz.

Pamiętam jak przez mgłę, jak odkryłem Flickra. Ot, skacząc po sieci (prawdopodobnie w poszukiwaniu obrazków o treściach niedozwolonych dla osób poniżej 18 roku życia) trafiłem na niesamowite składowisko zdjęć i grafik tworzonych przez ludzi z całego świata. Zdjęcia były na różnym poziomie, ale można było je przeszukiwać po tagach, miejscu zrobienia, modelu aparatu. Do tego można było się nimi chwalić przed innymi – i choćby zdjęcie było niedoświetlone, rozmazane i przedstawiało martwą muchę, i tak znalazłby się ktoś, kto napisałby “beautiful shot”.

Stwierdziłem, że to coś dla mnie. Moja próżność może zostać mile połechtana.

Oczywiście nie jestem z tych, co płacą w sieci za cokolwiek, co można otrzymać za darmo, więc nie zawracałem sobie wykupieniem konta “pro” – nawet wtedy, gdy dolar był tani jak barszcz. W końcu – mieć 25 USD, a nie mieć 25 USD, to razem 50 USD.

A jest to płatne każdego roku.

Nie doczytałem niestety, że w takim wypadku ilość wyświetlanych zdjęć zostanie ograniczona do 200. Słabo. Tym bardziej, że planowałem wykorzystać Flickra do przechowywania zdjęć wyświetlanych w blogu. Ba, niektóre nawet użyłem.

No więc postanowiłem ostatnio nieco zmienić wykorzystanie Flickra. Wykasowałem wszystko, co tam było (dlatego prawdopodobnie sporo fotek w starszych notkach będzie niedostępne – zwłaszcza w notkach skopiowanych z bloga Wolne Miasto) i postanowiłem wrzucać jedno zdjęcie dziennie (z tym wrzucaniem codziennie to się zobaczy…różnie to bywa). Nie mówię, że to będzie zdjęcie zrobione danego dnia. Mam zamiar umieszczać wiele (bardzo wiele) zdjęć historycznych.

A zdjęcia na bloga planowałem przechowywać w usłudze Windows Live – 25 GB piechotą nie chodzi i niech się Picasa schowa… Była kiedyś jakaś usługa oferująca 1 TB, ale coś ją “znikło z sieci”.

A dodatkowo, żeby to “jedno zdjęcie dziennie” nie było tak bez sensu, z prawej strony, nad blogrollem, możecie znaleźć widget, wyświetlający pojedyncze zdjęcie, które ostatnio załadowałem. Nie ma sensu zakładanie jakiegoś osobnego fotobloga (no, może nie w tej chwili – może kiedyś pomyślimy), a że fotografowanie lubię, to się będę chwalić;) Początkowo będą to stare zdjęcia, które zrobiłem jeszcze w poprzedniej pracy, jak sporo podróżowałem po kraju. Teraz nie podróżuję prawie wcale, ale zdjęcia robię. Najwyżej będę monotematyczny i będę Was męczyć fotkami Gdańska i Sopotu…

[EDIT: ponieważ doszły mnie słuchy, że nie wszyscy wiedzą, jak trafić na mojego Flickra, aby zasypać mnie “komciami” jakie to “sweetaśne focie” robię, oto trzy sposoby trafienia tam, gdzie chlubię się swoimi kadrami:

  1. klikając na ową fotkę w widgecie po prawej
  2. klikając na logo Flickra z prawej strony pod wklejką Blipa

Pewnie można jeszcze jakoś trafić poprzez Facbooka albo Flakera, ale te trzy sposoby chyba są wystarczające…]

Zaczynamy od starej fotki z poznańskiego dworca. Brzydkie, odrapane, ale coś w sobie ma…

PS: niedawno odkryłem coś nowego…polski serwis fmix.pl – wszystko wskazuje na to, że nie ma w nim żadnych limitów. Może wykorzystam go do przechowywania kopii moich zdjęć? Póki co – zamieściłem tam kilka albumów. Jak przyjrzę się bliżej temu rozwiązaniu, może to właśnie tam będę trzymać zdjęcia blogowe? Bo aż mi się nie chce wierzyć, że tam nie ma żadnych limitów… Wtedy Windows Live byłby składnicą plików wszelakich, a fotki byłyby w niepublicznym katalogu na fmix.pl. Plus – na fmix.pl mógłbym trzymać katalogi zdjęć ze spotkań, wypraw itp. Macie jakieś doświadczenia z fmix.pl?

Foto: msc-ρңσtσđєѕіg� � na licencji CC.

 
www.speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com