Krótko i na temat. W poprzedniej notce ogłosiłem konkurs, w którym do wygrania był kupon o wartości 100 PLN na usługi biura odpoczne.pl. Obiecałem, że najpóźniej 15 lipca przedstawię tutaj zwycięzców. Nigdy nie byłem niewolnikiem zegarka, ale okazało się, że i kalendarz nie jest w stanie narzucić mi swojej władzy.
Ale nie miałem zupełnie wyrzutów sumienia z tego powodu. Najzupełniej spokojnie pozwoliłem sobie na przeciągnięcie owego terminu. Dlaczego?
Bo wiedziałem, że nikt na owe wyniki nie czeka.
Tak, moi drodzy Czytelnicy. We wspomnianym konkursie nie otrzymałem nawet jednego zgłoszenia. Było to dla mnie o tyle dziwne, że w moim poprzednim konkursie coś jednak do skrzynki wpadło i można było spokojnie wyłonić zwycięzcę. Tym razem – nagroda zostaje u mnie.
Chciałbym zachęcić Was do udziału w krótkiej sondzie, która może mi pomóc w organizacji ewentualnych konkursów w przyszłości. Trzy krótkie pytania – liczę na Was.
A z tym kupnem, który miał być nagrodą, coś wymyślę. Szkoda, aby się zmarnował.
W poprzednim wpisie pokazałem Wam kilka możliwości spędzenia wolnego czasu latem. Najczęściej wystarczy weekend, trochę dobrej woli i krótsza lub dłuższa podróż, aby móc zobaczyć zupełnie inny świat. Na przykład świat średniowiecznych wojów, świat wielkich bitew i świat niezwyciężonej husarii.
Jednak Wasz ulubiony blogger ma tylko siedem dni w tygodniu, każdy po dwadzieścia cztery godziny – i nie wie o wszystkich wartych uwagi wydarzeniach. Dlatego właśnie postanowiłem wykorzystać efekt skali i zwrócić się do Was o pomoc. Abyście jednak nie czuli się wykorzystywani, postanowiłem Was pozytywnie zmotywować.
Ogłaszam konkurs, w którym do wygrania będzie stówka na wakacje.
No, może warto doprecyzować tę stówkę:) Niedawno otrzymałem kupon uprawniający do zniżki w wysokości 100,- PLN na usługi turystyczne oferowane przez biuro odpoczne.pl – ale nie będę mógł z niego skorzystać. Kupon bowiem jest ważny do końca tego roku, a ja cały swój urlop przeznaczyłem na podróż poślubną. Dlatego skontaktowałem się z odpoczne.pl – a oni nie wyrazili sprzeciwu i mogę teraz wykorzystać ten kupon jako nagrodę dla Was.
Co trzeba zrobić?
Zadanie jest szalenie proste: należy opisać wakacyjne wydarzenie odbywające się w Polsce, które warto zobaczyć.
Kilka warunków i ustaleń konkursowych:
Najlepiej, żeby było to wydarzenie, w którym braliście udział.
Wydarzenie musi być w Polsce, dopuszczalne jest krótkotrwałe przekraczanie granicy, ale zasadniczo nie szukamy startu promów kosmicznych czy czegoś, czego nie będzie można zobaczyć przy wykorzystaniu PKP, PKS lub własnego auta. Jednak w której części naszego kraju będzie się coś działo – to nie jest istotne.
Zdecydowanym plusem będzie, jeśli owo wydarzenie będzie się rozgrywało w ciągu weekendu – choć nie jest to konieczne. Pora roku – najlepiej od wiosny do końca lata.
Wydarzenie może być dowolne – inscenizacja średniowieczna, wojenna, nietypowy koncert, nietypowe zawody sportowe, typowa uroczystość gminna. Cokolwiek. Pamiętajcie tylko, że musi być to coś, co mnie zaintryguje – i o czym będziecie potrafili napisać w sposób porywający.
Opis nie musi być długi – najlepszy będzie taki, który zmieści się w dziesięciu zdaniach (to jest nieprzekraczalna granica, będę liczył kropki). Kopiowanie tekstów ze stron internetowych czy materiałów marketingowych jest surowo zabronione.
Konkurs trwa do 12 lipca, do godziny 23.59 (decyduje data wysłania).
Wygrywa zgłoszenie, które urzeknie mnie swoim opisem i zachęci do wyruszenia nawet na drugi koniec kraju, byleby zobaczyć to coś. Dlatego nawet jeśli będę miał dziesięć zgłoszeń na temat jednego wydarzenia, wygrać może każdy z autorów, który włoży nieco serca w swoje zgłoszenie.
Zgłaszać się można na trzy sposoby:
mailowo: wysyłając maila na adres alternatywnie.blog@gmail.com jako temat wpisując najpierw “Konkurs wakacyjny” a potem krótką nazwę wydarzenia,
poprzez komentarze: wpisując komentarz pod tą notką,
przez Facebooka: wyłącznie poprzez wejście na mój profil i wysłanie mi wiadomości.
Można dodawać zdjęcia (jako załączniki lub w formie linków) – muszą to być jednak zdjęcia zrobione samodzielnie. Każdy, kto prześle mi zdjęcie (załącznik lub link) wyraża zgodę na wykorzystanie go przeze mnie we wpisie z wynikami konkursu (z podaniem autorstwa wedle życzenia).
O zwycięstwie poinformuję we wpisie kończącym konkurs, najpóźniej 15 lipca – podam wtedy zwycięzcę i przedstawię zwycięski opis.
Pozostałe opisy będę mógł wykorzystać w kolejnym wpisie informującym o turystycznych atrakcjach – oczywiście z podaniem autora (wedle życzenia).
Zwycięzca dostanie mailem kod promocyjny, uprawniający do zniżki, jak również zdjęcie kuponu. Jeśli zwycięzca będzie chciał, kupon wyślę mu pocztą, listem ekonomicznym.
To chyba wszystko. Jeżeli coś jest niejasne – pytajcie śmiało. Czekam na Wasze zgłoszenia, bo sto złotych piechotą nie chodzi. Przypominam, że termin na zgłoszenia upływa 12 lipca o 23:59, wtedy zbierze się szacowne jury i dokona wyboru zwycięskiej propozycji.
OK, wiem, że większość moich Czytelników nie ma wakacji, najwyżej urlop, niemniej mam nadzieję, że przesłanie jest jasne – latem nie wolno siedzieć w murach własnego domu! Należy wyjść, wyjechać – i zobaczyć coś, czego nie zobaczylibyśmy w domu, oglądając w telewizji naszych polityków.
Ale co takiego można zobaczyć? Dokąd pojechać? W co się bawić?
Te pytania mogłyby wisieć groźnie w powietrzu, na szczęście z odpowiedzią przychodzi Wasz ulubiony (jak mniemam) blog. Bazując na własnym, kilkuletnim doświadczeniu w odwiedzaniu pewnego rodzaju imprez, pokusiłem się o przegląd czterech niezłych (moim zdaniem) wydarzeń. Mam nadzieję, że lubicie rycerskie klimaty, bo szczęk oręża i faceci zakuci w blachy będą nam towarzyszyć do końca tej wbrew pozorom nie takiej długiej, za to pełnej zdjęć i filmów, notki. No, z jednym odstępstwem:)
Zaczynamy od klasyki, bitwy bitew i inscenizacji nad inscenizacjami, czyli na tapecie ląduje…
Grunwald
Sześćset lat temu połączone wojska polskie, litewskie i tatarskie wycięły w pień kwiat rycerstwa europejskiego, walczącego pod kierownictwem Krzyżaków. Historia znana, opisana i sfilmowana – a od wielu lat także dość widowiskowo odtwarzana. Widowiskowo – bo z zabawy w bitwę zrobiono faktyczne widowisko, oglądane przez kilkaset tysięcy widzów. W tym roku, z racji okrągłej rocznicy, ma paść rekord widzów.
Kto żyw – pędzi na Grunwald!
Co czeka nas na miejscu? Przemarsze dzielnych rycerzy, wioska rycerska, spory targ ze wszystkim, co można nabyć (od drewnianych mieczy i tarcz po baloniki). No i oczywiście samą bitwa – poczynając od dwóch nagich mieczy, poprzez spalenie stogu siana (wtedy na pole bitwy wkraczają strażacy), wszystkie ważniejsze fazy bitwy, aż do ostatecznego zwycięstwa, odniesionego przez…nie, nie będę psuć niespodzianki.
Widowiskowość ma jednak swoje wady. Pamiętacie, jak przyszliście kiedyś do kina za późno i zostały już tylko najgorsze miejsca? Tutaj jest tak samo – im później przyjdziemy, tym dalej od pola bitwy siedzimy. Plus tego jest taki, że nie trafi nas żadna zabłąkana strzała, niemniej nie wiem, o której należałoby się pojawić na miejscu, aby siedzieć w pierwszym rzędzie. Podejrzewam, że miejsca są rezerwowane w grudniu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że bitwa dla nas będzie wyglądać tak:
“Czy ten z krzywym nosem to Złamana Strzałą? Nie, to Ulryk von Jungingen” (Kabaret Potem)
Dodatkowo Grunwald nie jest otoczony siecią wielopasmowych autostrad, a te setki tysięcy widzów nie pielgrzymują na bitwę pieszo. Korki, korki, korki – i problem z parkowaniem: tak najkrócej można opisać podstawowe wrażenia poza bitwą.
Nie wiem, jak jest obecnie, ale kilka lat temu Grunwald – jak i inne miejsca, gdzie pokazywano zalety dawnego wojowania – to świetne miejsce do werbowania do armii. Wojsko Polskie miało swoje stoisko, gdzie przekonywali, że za mundurem panny sznurem, ale poza tym to zawód jak każdy inny. Wiadomo, że najlepiej przekonywać dzieci. A dzieci najbardziej lubią zabawki.
Więc są zabawki dla dużych chłopców
Malbork
Naturalną konsekwencją Grunwaldu jest ruszenie na Malbork. Wprawdzie to obleganie, które możemy oglądać, to nie jest to, które zgotował Jagiełło, ale nie bądźmy drobiazgowi. Najważniejsze, że znowu są rycerze, walka i – dodatkowo – wielki zamek.
Oraz ponownie masa ludzi. Na szczęście dojazd do Malborka możliwy jest pociągiem (jeśli ktoś lubi stać w tłoku), ale zasada oglądania jest taka sama. Przychodzisz późno – patrzysz z daleka. Zza fosy, konkretnie. Niemniej przyznaję bez bicia, że o oblężeniu wypowiadać się nie powinienem, bo gdy byliśmy w Malborku, zaczęło lać. Potem przestało, ale potem lunęło znowu. Stwierdziliśmy, że oblężenie nie jest tego warte i wróciliśmy do Gdańska.
Ale mogę opowiadać o tym, co działo się przed oblężeniem. A działo się…to, co pod Grunwaldem. Te same odpustowe kramy z gumami do żucia i aluminiowymi hełmami. Całość zaczyna się od wielkiego przemarszu wszystkich wojsk ulicami miasta.
Król też maszeruje – ino konno
Następnie rozpoczynają się przygotowania – można w tym czasie pozwiedzać, popatrzeć, zjeść coś dość dobrego i kupić coś rycerskiego. Kramiki wciśnięte między mury zamkowe sprawiają bardzo przyjemne wrażenie, więc snuć się między kupcami można długo. Gdy my byliśmy pod zamkiem, można było też trafić na wykłady i prezentacje, zorganizowane przez Discovery TVN Historia (tak się chyba ten kanał nazywa).
Kolejną wielką atrakcją było… OK, zabawmy się w skojarzenia. Zamek. Smok. To może nie była najdłuższa zabawa, ale skoro już temat wypłynął, to muszę napisać, że koło zamku było stoisko pewnej duńskiej firmy, produkującej klocki. I tamże, oprócz prezentacji takich rzeczy jak małe boisko do kosza z Lego czy małe boisko do piłki nożnej (jeszcze bez wuwuzeli), stał klockowy smok.
Zbudowany wspólnymi siłami przez dzieci
Smok był fajny. Wprawdzie może bardziej na miejscu byłby zakonnik albo przynajmniej armata, ale od biedy smok też pasował. No i wyglądał imponująco. Aby jednak nie rozwodzić się zbytnio nad pobocznymi tematami, powiem tylko, że przed oblężeniem można było też obejrzeć konne pojedynki rycerzy.
Niestety, grunt rozmokły po deszcze stwarzał ryzyko poślizgu konia, więc pojedynki zawieszono. Być może planowano też jakieś inne atrakcje, ale duża ilość wody w powietrzu sprawiła, że trzeba było z nich zrezygnować. A szkoda. No i żałuję, że nie dane mi było doczekać do oblężenia, bo następny przykład pokazuje, jak można zrobić fajną inscenizację w murach zamku – i to mając zdecydowanie mniejszy obiekt.
Gniew
W Gniewie świeciło słońce, więc nic nie trzeba było odwoływać. I bardzo dobrze, bo tylu atrakcji upakowanych na tak małej przestrzeni nie spodziewałem się ani przez chwilę. Gniew nie dorobił się jeszcze swoich kramów odpustowych, więc możliwości wydania ostatnich pieniędzy na ukochane maleństwo (“mama, ja chcę kuszę!”) są zdecydowanie mniejsze. Sam zamek też nie jest tak rozbudowany jak ten w Malborku. A sam Gniew to małe, ciche miasto.
Z takim czymś przy Rynku
Natomiast wydarzenie pod nazwą “Bitwa dwóch Wazów” to wielkie przedstawienie, zrealizowane z niesamowitym rozmachem. Wszystko zaczyna się od prezentacji poszczególnych oddziałów tuż pod zamkiem. Można więc popatrzeć na wojaków, wprawiających się w sztuce władania szablą czy też naszych braci Czechów, jak walą z muszkietów prosto w zachwycony tłum.
Myślicie, że to tak pięknie wygląda? I macie rację, to jest piękne – tylko uwaga na bębenki uszne!
Obserwować prezentację można z murów zamku, można z przygotowanych trybun, a można się też pokręcić dokoła wojsk. Tłumów na szczęście nie ma (duży plus), więc wszędzie można podejść, wszystko zobaczyć z bliska i zawsze jest szansa, że zobaczymy coś więcej, niż plecy grubego łysola przed nami.
Po prezentacjach, w godzinach popołudniowych, trafiamy na inscenizację rozmowy polskiego króla ze swoimi dowódcami – rozmowa ta będzie mieć bezpośrednie przełożenie nie tylko na wielką bitwę następnego dnia, ale i na wieczorne oblężenie. Bowiem gdy zapadnie zmrok, wszystkie oddziały przystąpią do inscenizowania szturmu na gród. Na zamkowym podwórzu stoi kawałek palisady, chata drewniana i jest dość miejsca, aby dać widzom choć namiastkę nocnego oblegania.
A czym byłoby nocne obleganie bez puszczenia chaty z dymem?
Przyznaję, że tak widowiskowej bitwy, choć zrealizowanej z dużo mniejszym rozmachem niż ta pod Grunwaldem, nie widziałem. Zewsząd słychać wystrzały, szczęk szabel i groźne okrzyki. Pięknie to wygląda – no i strażacy nie pchają się natychmiast między rycerzy, aby ugasić chatę. Pozwalają jej spokojnie płonąć, dzięki czemu starcia mają piękne tło.
Następnego dnia na błoniach koło zamku odbywa się wielka bitwa. Dużym plusem jest to, że można podejść bardzo, bardzo blisko (brak tłumów daje znać o sobie), można też obserwować całość z oddalenia, z zamkowego wzgórza. Tu znowu czekają nas wystrzały, przemarsze wojsk, natchniony narrator i widomy wynik. Niemniej Gniew ma coś, czego Grunwald siłą rzeczy mieć nie może. W Gniewie pojawia się najgroźniejsza, najbardziej chwalebna i najpiękniejsza formacja w dziejach polskiego oręża.
Hell yeah!
Okazuje się, że po szalenie romantycznych czasach średniowiecza, gdzie mieliśmy szlachetnych rycerzy na swych zakutych w zbroje rumakach, pojawiła się formacja, która budzi dumę i zachwyt po dziś dzień. Co z tego, że nie mają legendarnych skrzydeł? Gdy tak stałem naprzeciw nich, gdy widziałem, jak ruszają do ataku – to zrozumiałem, że wieki temu każdy, kto miał do czynienia z husarią mógł zrobić tylko jedno. Umrzeć.
Przez trzy dni na wyspie pośrodku Zalewu Szczecińskiego w Skansenie Słowian i Wikingów możemy pooddychać atmosferą wioski skandynawskich wojowników. I nie mówię tu tylko o walce, ale o zwykłym codziennym życiu. Nie tylko skosztujemy tradycyjnych potraw, ale też zobaczymy, jak są przygotowywane. Przyjrzymy się, jak tworzono sprzęt codziennego i jak go używano. Wszystkiego można dotknąć, o wszystkim porozmawiać z wojami z całej Europy. To są ludzie, którzy żyją tamtą epoką.
Ze wszystkimi tego konsekwencjami
Jest też możliwość posłuchania średniowiecznej muzyki – i muszę przyznać, że jest ona dość skoczna. Pewnie dałoby radę zatańczyć kilka kroków do tych przebojów.
A jeśli ktoś gra na dudach, to nie może być złym człowiekiem
Ale przede wszystkim widać to, co było sensem życia wikinga. Walkę. Na każdym kroku widać uzbrojonych mężczyzn, którzy albo się biją, albo będą się bili. Bo dla prawdziwego wikinga walka jest czasem przeszłym dopiero po śmierci. Dlatego co chwilę widać jakiś trening, jakiś pokaz, a czasem uda się trafić na pojedynek.
I muszę Wam powiedzieć, że ten pojedynek powyżej zakończył się krwawo. Jednemu z walczących miecz przeciwnika niechcący rozciął czoło. Ale gwoździem programu jest wielka bitwa morska. Koło wioski cumuje kilka łodzi z epoki, w tym słynne drakkary. I nie służą one tylko ozdobie. Gdy przyjdzie czas, łodzie odbijają od brzegu, aby na środku wody stoczyć prawdziwą walkę. Podejść blisko trudno, chyba, że ktoś umie chodzić po wodzie – ale na szczęście wojownicy nie odpływają zbyt daleko, więc sporo widać.
Poza tym – czy serio trzeba opisywać wszystkie te atrakcje? Wystarczyłoby powiedzieć, że jest to porządnie przygotowany festiwal z wikingami. Wikingami! Goście, którzy podpalili ćwierć Europy, a wyobraźnię milionów rozpalają do dziś, którzy niczego się nie bali, którzy byli najlepszymi imprezowiczami średniowiecza (jeśli przez imprezę rozumieć palenie wiosek, gwałcenie wieśniaczek i rabowanie klasztorów). Banda facetów ze stali i granitu – z bliska i na żywo. Trudno byłoby dodać do nich coś, co uczyniłoby tę imprezę lepszą.
Bo trudno wpleść w ten obrazek dinozaury, ninja i żołnierzy GROM.
Do tego bliskość plaży, Międzyzdrojów i tłumy turystów jakoś tak nie przeszkadzają. Impreza bardzo udana.
Podsumowanie
Co wybrać? Najlepiej wszystko. Gdybym musiał polecić coś z przedstawionego zestawu, miałbym spory problem. Najsłabiej w moich oczach wypada Grunwald, ale już Malbork ma te urokliwe stragany, Gniew – świetną inscenizację, a Wolin – całą wioskę. Najchętniej połączyłbym Wolin z Gniewem. Nie tylko dlatego, że byłaby to prawdopodobnie najlepsza impreza po tej stronie osi czasu. Z chęcią zobaczyłbym starcie wikingów z husarią.
“Gdy ruszała w bój husaria, to wróg krzyczał “Jezus Maria”” (T-Raperzy znad Wisły)
A teraz zastanówcie się dobrze, czy znacie jakieś inne, podobne imprezy? Bo jeśli tak, to powinniście się podzielić tymi informacjami. Aby Was zachęcić, już w poniedziałek ogłoszę konkurs, gdzie warto będzie wykazać się znajomością różnych wielkich imprez plenerowych. Warto będzie z pewnością, bo zapewniam Was, że nagroda będzie wartościowa. I związana z tematem urlopowym. Ale szczegóły będą w poniedziałek. Zapraszam już dziś. I zapowiedzią konkursu kończę ten długi, obrazkowy wpis…
…zaraz, zapomniałbym o bonusie.
Bonus – Zombie Walk w Warszawie
To nie jest inscenizacja historyczna. To nie jest nawet żadna inicjatywa organizowana przy współudziale władz czy sponsorów. To flash mob. Tradycyjnie co roku grupa (spora) ludzi pozytywnie zakręconych ([c] Teleexpress) umawia się przez sieć, aby przebrać się za głodnych zombie i z okrzykami “mózg” ruszyć przez miasto.
Przyznaję, że kreatywność niektórych uczestników marszu jest przeogromna. A niektóre przebrania potrafią faktycznie przestraszyć.
Z drugiej strony mamy do małą grupkę żołnierzy, dzielnie broniących niczego nieświadomych cywilów.
Pomiędzy zombiakami i wojskowymi kręci się masa osób z aparatami i kamerami, przechodnie patrzą zdziwieni (ale najczęściej uśmiechają się życzliwie), a zabawa na ulicach trwa w najlepsze. Oczywiście wszystko jest szalenie kulturalne, zombie poruszają się chodnikami i nigdy nie przechodzą na czerwonym świetle. Tegoroczna edycja już się odbyła, ale może warto zaplanować jeden weekend w Warszawie w przyszłym roku? Oto, jak to wyglądało dwa lata temu:
Całkiem przyjemnie, prawda? Choć mam takie dziwne wrażenie, gdy mogę słyszeć na żywo żołnierskie okrzyki i wystrzały na ulicach Warszawy. Podobne wrażenie miałem dawno temu, podczas Dni Hanzy, gdy z okazji prezentacji jednego z niemieckich miast można było znowu na Długim Targu usłyszeć dźwięki marsza… Ale pewnie przewrażliwiony jestem:)
Dziękuję N. za użyczenie jej własnych zdjęć i możliwość skorzystania z nich w tym wpisie. Jak widzisz, przydały się:)
PS: dziś dominują zdjęcia, ale powiedzcie szczerze – co sądzicie o takich długich wpisach? Mogłyby się pojawiać częściej? Bo mam parę pomysłów, niektóre i tak zrealizuję, ale czy chcielibyście więcej takich tekstów? Byłyby wtedy nieco rzadziej, bo napisanie takiego tekstu zajmuje więcej czasu…ale mogę je przeplatać z tymi krótkimi.
Postanowiłem wziąć udział w konkursie na Blog Roku. Może akurat mój blog przypadnie Wam do gustu i zechcecie wspomóc mnie głosem, może dwoma…
Ale żeby było krótko i na temat – aby na mnie zagłosować należy wysłac SMS o treści:
A00528
[a zero zero pięć dwa osiem]
na numer 7144 (1,44 PLN za SMS). Tylko tyle.
Aha – dochód z SMS-ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne osób niepełnosprawnych.
To jak – pomożecie? To może być ciekawe doświadczenie, gdy zobaczę, jaką faktycznie siłę ma mój blog. A za rok zgłoszę sie z dwoma blogami – tym i tym nowym, który ruszy lada moment. O ile dam sobie radę z szablonem – może ktoś się zna i mógłby pomóc?
Wczoraj o 23.59 minął termin nadsyłania zgłoszeń do konkursu, który ogłosiłem 6 listopada. Przypominam, że do wygrania było pięć kuponów rabatowych po 50 PLN każdy, do wykorzystania przy zakupie biletów lotniczych i rezerwacji hotelowych w serwisie eSky.pl. Dodatkowo zwycięzca weźmie udział w losowaniu weekendu w Rzymie lub Barcelonie. Ponieważ wiem, kto wygrał, już zazdroszczę…
Ale wpierw trochę formalności. Wpierw chciałbym podziękować wszystkim Wam, którzy licznie wzięliście udział w konkursie – mam nadzieję, że nie ostatnim na moim blogu. Zachęcam do czytania “Historii alternatywnych”, bo nigdy nie wiadomo, co znowu będzie można zyskać (w ostateczności mam jeszcze kilka zaproszeń do Google Wave).
W konkursie zadałem trzy pytania – dwa do wykazania się wiedzą (a raczej umiejętnością jej zdobycia ze strony eSky.pl, a konkretnie z Poradnika Podróżnika) oraz jedno kreatywne. I to właśnie odpowiedź na to pytanie miała zdecydować o wygranej. Oj, utrudniłem sobie zadanie, bo jak tu nagradzać cudze marzenia? Dlatego z wydatną pomocą Komisji Kontroli Konkursu (w skład której wchodziła moja Ukochana), dokonaliśmy trudnego wyboru – żałując, że nie możemy przyznać żadnych nagród pocieszenia…
Oto, jak powinny wyglądać odpowiedzi na pytania “wiedzowe”:
Dostęp do tych saloników mają pasażerowie, którzy wykupili bilety w pierwszej klasie lub posiadają kartę odpowiedniego programu lojalnościowego. Oczywiście – dodam od siebie – gdyby na lotnisko przybył sam papież, to nawet gdyby miał wykupiony bilet w klasie ekonomicznej i nie miał żadnej karty programowej, to i tak trafiłby do saloniku – w końcu jest VIP-em:)
I trzecie pytanie, o to – jakie marzenie zrealizujecie, jeśli wygracie. Tu nie mogę przytoczyć wzorcowej odpowiedzi – ba, nie przytoczę nawet odpowiedzi, która wygrała, bo nie zostałem upoważniony do upubliczniania cudzych marzeń (zwycięzca, jeśli zechce, może samodzielnie opisać to marzenie w komentarzu). Powiem tylko, że zwycięska odpowiedź jednocześnie ujęła mnie za serce i rozbawiła. Mam nadzieję, że to marzenie zostanie zrealizowane:)
A teraz, Panie i Panowie – fanfary. Oto główną nagrodę w moim konkursie otrzymuje…
Na wstępie zaznaczam, że konkurs z bardzo atrakcyjnymi nagrodami, a niezbyt trudny, więc warto wziąć udział.
Ale na początku to, o czym wspominałem w zapowiedzi konkursu. Zdjęcie chmury ze śladem sanek.
Ewentualnie nart
Widzicie je? Takie dwie równoległe linie na chmurze. Ciekawym, kto po niej jeździł… Ale widok – jak zawsze z okna samolotu – niesamowity.
I tu właśnie pojawia się szansa dla Was, abyście również mogli poobserwować takie chmury i znaleźć ślady sanek, nart, rowerów albo nawet i butów na obcasie. To wszystko zależy tylko od Waszej wyobraźni i odpowiedniej wysokości samolotu.
Firma eSky.pl (której ładny banner widzicie w kolumnie po prawej stronie) to lider w sprzedaży biletów lotniczych – oferuje swoje usługi w Polsce, zdobywa rynek bułgarski i rumuński. Z końcem października eSky.pl poinformowało o zawarciu strategicznego partnerstwa z Expedią – największym internetowym biurem podróży. Umożliwiło to dodanie do strony eSky.pl zakładki z możliwością rezerwacji miejsca w hotelach. A oferta ta jest olbrzymia – to ponad 100.000 hoteli z całego świata. To pierwszy krok do zbudowania internetowego centrum podróży, oferującego kompletną obsługę wyjazdów turystycznych. I nie tylko turystycznych – ale także służbowych… Wystarczy tylko wejść na stronę eSky.pl i przejrzeć bogatą ofertę biletów i hoteli – w tym także propozycje tanich przewoźników – wybrać kierunek, nocleg i w drogę!
Zrealizowanie tego planu może umożliwić Wam konkurs, jaki niniejszym ogłaszam. Zwycięzca otrzyma 5 kuponów rabatowych, o wartości 50 złotych każdy, do wykorzystania w osobnych transakcjach do czerwca 2010 przy zakupie hotelu i biletu lotniczego. Ale to nie wszystko – wśród 50 osób, które wygrają konkursy na różnych blogach, biorących udział w tej kampanii, eSky.pl rozlosuje dwie nagrody – weekendowy pobyt w Rzymie i weekendowy pobyt w Barcelonie. Warto? Warto!
Choćby dla takich widoków…
Tak przy okazji – podejrzewam, że ludzie, którzy często latają samolotami (a zwłaszcza piloci) muszą być bardzo optymistycznymi ludźmi.
Bo im często świeci słońce:)
Co trzeba zrobić, aby wygrać u mnie? Już tłumaczę.
Aby podróż była nie tylko przyjemna, ale i bezpieczna, eSky.pl na swojej stronie oferuje Poradnik podróżnika – zbiór praktycznych porad i informacji, niezbędnych, gdy chcemy sobie polatać tu i ówdzie. Znajdziemy tu informacje o lotniskach, samolotach, rezerwacjach, biletach, hotelach… O wszystkim, co jest istotne w podróży. Zajrzyjcie tam, a następnie – na podstawie łatwo dostępnych informacji – odpowiedzcie na następujące pytania:
Ile klas rezerwacyjnych można wyróżnić w samolotach rejsowych linii lotniczych?
Komu przysługuje dostęp do saloników VIP na lotniskach?
Zadanie kreatywne: ponieważ wiecie, że latanie to moja pasja, moje marzenia (spójrzcie na tagi tego wpisu), więc ostatnie pytanie brzmi - jakie marzenie zrealizujesz, jeśli wygrasz w tym konkursie? Dokąd chcesz polecieć i dlaczego? Opisz to w DWÓCH zdaniach.
Termin nadsyłania odpowiedzi – sobota, 14 listopada 2009, godzina 23.59:) W niedzielę ocenię odpowiedzi i ogłoszę zwycięzcę na blogu. Oraz przekażę dane zwycięzcy do eSky.pl – a oni zajmą się resztą. Dlatego oprócz odpowiedzi potrzebne mi będą Wasze dane – przynajmniej imię, nazwisko i adres mailowy. Przyda się też adres zamieszkania, ale jeśli nie chcecie mi go podać, to przekażecie go firmie eSky.pl, gdy się skontaktuje ze zwycięzcą.
Proste? Proste! Warto? Jeszcze jak! Zachęcam do udziału w konkursie, bo nagrody są faktycznie ciekawe, zadania niezbyt trudne – a i ja zyskam możliwość współpracy w przyszłości z firmami, które zechcę zorganizować jakiś konkurs…
W sobotę przed południem taka śmieszna chmurka wisiała nad Gdańskiem.
Ciągnęła się jak okiem sięgnąć – od Zatoki aż po lasy, a najdziwniejsze w niej było to, że miała taki wyraźny brzeg. Wyglądała, jakby ktoś zawiesił na niebie krę lodową. Chmura przesuwała się bardzo powoli na niebie, znakomicie kontrastując z resztą błękitnego, bezchmurnego nieba.
Ale jak już przeszła nad miasto, to zakryła słońce, sprawiła, że było ciemno i zimno. Dobrze chociaż, że nie padało.
A poniżej film, prezentujący chmurkę w całej okazałości. Kręciłem z ręki, na chłodzie, więc ręka się trzęsie…
I tu mam dla Was niespodziankę. Już wkrótce, dzięki mojemu blogowi, będziecie mogli obejrzeć takie – i inne – chmurki z bliska. I z góry. A muszę Wam powiedzieć, ze jest to przepiękny widok. Jak znajdę gdzieś w swoich archiwach jedno zdjęcie, to zaprezentuję Wam chmurkę, na której są…ślady sanek:)
Ale do rzeczy – w piątek na blogu ogłoszę konkurs, w którym będzie można wygrać kupony rabatowe możliwe do wykorzystania przy zakupie biletów lotniczych czy rezerwacji hoteli za pośrednictwem strony esky.pl. Jak zapewne się domyślacie – sponsorem konkursu jest właśnie esky.pl– wiodąca firma w segmencie sprzedaży biletów lotniczych on-line. Za pomocą esky.pl można nie tylko znaleźć i kupić tanie bilety lotnicze do różnych miejsc świata, ale także znaleźć i zarezerwować hotel. Zwycięzca konkursu otrzyma pięć kuponów o wartości 50 PLN każdy, do wykorzystania do czerwca 2010. W związku z tym konkursem po prawej stronie widzicie reklamę strony esky.pl – mówiącą, co można wygrać dodatkowo…
Konkurs nie będzie trudny, a nagrody są ze wszech miar atrakcyjne, dlatego zachęcam Was do udziału. W piątek – ogłoszenie zadania konkursowego. Szykujcie się!